Zgrabnie ujęta animacja, nowe projekty, stare serie, ciekawe techniki.
środa, 23 maja 2012
Hongkong, Euro, Animacja!

Nic tak nie zadziwia jak wideo promocyjne długo wyczekiwanego EURO prosto z Hongkongu:



Klip w spektakularny i patetyczny sposób nawiązuje do Drugiej Wojny Światowej przyrównując tym samym zmagania na boisku do walk o wolność i niepodległość. Na szczególną uwagę zasługują futurystyczne czołgi wyglądające jak mechy i kopniaki rodem z gier komputerowych lub niegdyś popularnego "Galactic Football". Sama animacja to połączenie rotoskopii i magii świetlistych efektów programów graficznych. Piosenka jest remiksem rosyjskiego marszu patriotycznego "Pożegnanie Słowianki", a jej tekst (według nieoficjalnych tłumaczeń) opowiada o krwawych walkach, jedności, wytrwałości i drodze ku zwycięstwu. 

Teledysk spotyka się w Polsce z negatywną reakcją. Podstawowym zarzutem jest przywoływanie obrazów wojennych, podczas gdy wszyscy szykują się na wesołą uroczystość. Niektórzy piszą wręcz, że wideo emanuje agresją i gloryfikuje konflikty międzynarodowe. Niestety duża część komentarzy i wypowiedzi na forach jest wulgarna i napastliwa. Choć klip rzeczywiście wydaje się być "nie na miejscu", to przecież nie jest emitowany w Polskiej telewizji. Jego grupą docelową nie są też europejczycy, a mieszkańcy Hongkongu, których promo ma zachęcić do oglądania meczy na kanale "now". Wrogość wobec twórców teledysku jest nieuzasadniona. 

piątek, 13 kwietnia 2012
Pocahontas jakiej jeszcze nie znacie!



Oto Pocahontas z reklamy środka czyszczącego "Bab-o" z 1952 roku. Jeśli nie wiecie czym  jest "sink smog", możecie zobaczyć pierwszy spot z tej serii, który wręcz naukowo wyjaśnia skąd biorą się zabrudzenia na zlewie, i dlaczego "Bab-o" jest jedynym produktem, który może je usunąć. W innej wersji reklamy cudowny proszek pomaga też Kopciuszkowi :).

niedziela, 07 czerwca 2009
Final Fantasy 13

(klikać HD)

Łał. Wygląda niesamowicie, zwłaszcza że druga połowa trailera to Game-Play. Premiera w Japonii zapowiadana jest na zimę tego roku.

czwartek, 23 kwietnia 2009
Go, go! Dragon Rangers!

dragon

'-It's Morphing Time!

-Right!'

Film 'Dragon Ball Evolution' miał swoją premiere 17 kwietnia. Tego również dnia na ekrany kin zawitała inna, powalająca produkcja, a minowicie 'Hannah Montana'. Być może był to dzień w którym upadło kino, może był to dzień w którym spełniły się marzenia wielu 7-letnich dziewczynek, ale dla mnie był to dzień w którym, ogladając aktorskiego 'Dragon Balla', przypomniałam sobie popularny serial 'Mighty Morphin Power Rangers':

 

Skąd takie skojarzenia? Otóż 'Dragon Ball Evolution' to nic innego jak kinowa wersja rangersów z troche lepszymi efektami specjalnymi (poziom Mortal Combat). Fabuła jest prosta do bólu i nielogiczna a jej rozwój przyśpieszony i porwany. Raz jestesmy w typowej szkole z Beverly Hills, potem w futyrystycznym miescie, następnie okazuje się ze trzeba przebiec przez pustynie z 50 kilowym plecakiem,  wpadamy do wielkiej dziury, siedzimy tam 5 godzin choc umiemy z niej wyskoczyć, szybko jedziemy do pseudo tybetańskiej świątyni z murzynem z białymi rzęsami jako głównym mędrcem, po drodze zahaczamy o jakies miejsce treningowe (40 sekund), coś sie dzieje a główny zły schodzi z wielkiego statku i trzeba go pokonac. Ot i cały film.

W międzyczasie główny bohater - Goku - co 5 minut słyszy ze musi uwierzyc w siebie, znaleźć własną drogę i słuchać głosu serca. Niestety niepewnemu nastolatkowi słabo przychodzi przyswajanie tresci słuchanych, ledwo rozumie co sie do niego mówi. Reszta jego kompanii również nie należy do najbystrzejszych. Bulma, śliczna pani inżynier ma 'magistra' z broni palnej ale nie potrafi wydedukować, że jeśli bedzie strzelać na oślep przez 3 minuty to szybko skończą sie jej naboje (nispodzianka!). Mistrz Roshi (czyli nasz Żółwi Pustelnik), jest potężny, lecz z niewiadomych przyczyn musi wytrenować Goku żeby pokonał głównego złego (Piccolo). Yamcha to dowcip sam w sobie, w czasach kiedy ludzie budują kilometrowe wieżowce, ten kopie dziury w ziemi i czeka aż ktoś w nie wpadnie.

Złe postacie to Piccolo i Mai, zbierają 'Dragon Balle' (w naszym tłumaczeniu nie ma 'smoczych kul', są 'dragon balle') , nikt nie wie skąd sie wzieli i czego chcą. Wszystkie najważniejsze fakty z fabuły są tylko przedstawione, ale nie wytłumaczone. Goku po prostu MUSI pokonać Piccolo, a ten CHCE zniszczyć świat, koniec kropka. Prawdopodobnie nawet 'Power Rangers' w czasach swojej świetności przezentowało lepszy poziom intrygi niż 'Dragon ball Evolution'.

Filmu nie ratują sceny akcji. Są dziwne i chotyczne, końcowa walka Goku - Piccolo trwa może 50 sekund i ogranicza sie do wrzeszczenia ('Kaaa-Meee...'). Inni w tym czasie biegaja po jaskiniach i wystrzeliwują naboje w ściany. O dziwo, podczas podróży do świątyni, drużyna napotyka na swojej drodze Kitowców (mięso armatnie z 'Mighty Morphin Power Rangers'). Nie mają co prawda tarczy celowniczej na piersi, ale kompania jakoś sobie z nimi radzi.

 (Walki i muzyka w 'Dragon Ball Evolution' są gorsze niż te przedstawione w klipie powyżej)

'Power Rangers' i 'Dragon Ball Evolution' dzielą jeszcze jedną wspólną cechę: poziom gry aktorskiej. Złość oznacza jedynie siągnięcie brwi a zakłopotanie i zdziwienie obracanie głowy we wszystkie strony. Oczywiście, nie wszyscy aktorzy prezntują ten sam poziom. Zdecydowanie gorzej wypada męska część obsady - Goku, Yamcha i Roshi.  

Film nie ma NIC wspólnego z oryginalną mangą i anime 'Dragon Ball', w przypływie dobroci można powiedzieć, że jest on komiksem INSPIROWANY, ale nawet to stwierdzenie będzie dalekie od prawdy. Oryginalna animacja posiadała klimat, ciekawych bohaterów i rozbudowany świat. O filmie trudno powiedzieć żeby miał fabułę.

środa, 01 kwietnia 2009
Garbage Day!
 
1 , 2