Zgrabnie ujęta animacja, nowe projekty, stare serie, ciekawe techniki.
piątek, 29 maja 2009
Kinematograf

Już 17 czerwca swoją premierę będzie miał najnowszy film Tomasza Bagińskiego ('Katedra', 'Sztuka Spadania') zatytułowany 'Kinematograf' - adaptacja komiksu Mateusza Skutnika:

 
Film opowiada o alternatywnej historii powstania kinematografu, niezwykle cenionej w świecie komiksu. Więcej o fabule powiedzieć nie mogę, myślę też że mijałoby się to z celem, z racji bliskiej daty premiery. 
 
kolory
 
Bardzo podobają mi się kolory - przyciszone i ciepłe. Przewija się brązowy, zielony i beżowy, ciekawe czy taka stylistyka utrzyma się przez cały film. Animacja jest krótkometrażówką, trwa 12 minut, ale same pokazy (daty dla każdego miasta można znaleźć na stronie studia 'Platige Image') będą wzbogacone o dodatkowe materiały i spotkania z twórcami.
 
Prócz 'Kinematografu' mówi się o drugim filmie w reżyserii Bagińskiego - 'Wszycy Święci':
 
wszyscy swieci
 
Scenariusz do 'Wszystkich Świętych' napisali Bartek i Tomasz Minkiewiczowie, autorzy popularnego komiksu Wilq. Współpracowali oni także z ekipią podczas produkcji, toteż rezulatat może być bardzo ciekawy.
 
Oba filmy bardzo mnie cieszą. Co prawda jeszcze ich nie widziałam, ale mam nadzieje, że udowodnią, po raz kolejny, jakich mamy uzdolnionych komiksiarzy, grafików i animatorów. 
 
 
środa, 27 maja 2009
Mainichi Kaasan

Wczoraj świętowaliśmy Dzień Matki i z tej okazji chciałabym podzielić się nowym anime emitowanym aktualnie w Japonii o tytule 'Mainichi Kaasan', czyli 'Codzienna Mama', lub 'Życie Mamy' (po angielsku 'Mom's Life').

kaasan

Ładny, zadbany dom na przedmieściach, dwoje dzieci, mąż, pies i... rysowanie mang - oto rzeczy, które składają się na codzienne życie Rieko Komohary, pracującej matki. Bohaterka zmaga się ze zwykłymi problemami, takimi jak uzupełnienie dzienninczka dziecka do przedszkola, gotowanie  i ukończnie projektów przed terminem. Czasu mało, a roboty bardzo dużo... Innymi słowy, samo życie. Wydawałoby się, że widz łatwo się znudzi, jadnak 'Mainichi Kaasan' posiada parę czynnników, które sprawiają, że czeka on na kolejny odcinek.

Jednym z nich jest sama rodzina Komohara, bo choć aspiruje ona do bycia 'typową japońską rodziną', istnieje kilka różnić, które jej na to nie pozwalają. Po pierwsze, pracujaca mama - w Japonii zazwyczaj jeśli kobieta chce robić karierę  rezygnuje z zakładania rodziny i vice versa (są oczywiście wyjątki, ale jeśli mówimy o pracy na wyższych szczeblach to nie ma innej możliwości). Choć zawód głównej bohaterki pozwala na przesiadywanie w domu (rysować można wszędzie), to sam fakt, że Rieko nie poświęca całego czasu tylko dzieciom i mężowi odróżnia ją od większości japońskich matek. Prócz tego związek bohaterki z mężem należy do niezwyczajnych. Pan Kamohara jest fotografem wojennym, rzadko bywa w domu, a swoją żonę poznał w dzikiej jungli, podczas popijawy w obskórnym barze. Zapowiedział jej wtedy, że gdy tylko przyjedzie do Japonii zatrzyma się u niej. Rieko zapomniała o obietnicy i czekało ją nie lada zdziwienie, gdy parę miesięcy później mężczyzna pojawił się przed jej domem. Zamieszkali razem i nim Rieko się obejrzała była mężatką z dwojgiem dzieci.

Do serialu przyciąga również osobowość głównej bohaterki - Mama jest zabawna i podchodzi z dystansem do problemów. Ma również swoje słabości, należą do nich mięso krabów i picie. Stać ją również na chwile refleksji, na szczęście nie wydumane, tylko zwyczajne.

picie

(Mama ubolewa nad tym, że nie powinna pić przy dzieciach - Seria oparta jest na pół-autbiograficznej mandze autorstwa Rieko Saibary.)

Styl serialu jest nadzwyczaj prosty, co niektórych odrzuca a innych bawi. Osobiście należę do drugiej kategorii, choć chwilę zajęło mi zrozumienie co właściwie Mama nosi na głowie (włosy upięte w koczek). Kolory są bardzo przyjemne, jak z serialu dla najmłodszych. Każdy odcinek składa się z paru kilkuminutowych shortów przerywanych śmiesznymi napisami wykonanymi z plasteliny, wełny lub innego tworzywa.

'Mainichi Kaasan' można oglądać zupełnie legalnie, za darmo, za angielskimi napisami, w super jakości, na serwisie Crunchyroll. Oto promo 'Mom's life' i innych anime, którym patronuje serwis:

 

czwartek, 21 maja 2009
9

W roku 2009, 9 dnia 9 miesiąca światową premierę będzie miał film animowany Shane'a Ackera '9' którego producentem jest znany wszystkim fanom kina Tim Burton:

Trailer '9' jest jednym z tych, które sprawiają, że po plecach przechodzą mi ciarki. Zapowiada się naprawdę ciekawie, od razu czuć klimat postapokaliptycznego świata, a design postaci i lokalizacji robi wrażenie.

Film oparty jest na wcześniejszej krótkometrażówce Shane'a Ackera o tym samym tytule:

 

Oznacza to, że reżyser jest jednocześnie pomysłodawcą i scenarzystą. Prócz niego nad historią pracowali róznież Pamela Pettler i Ben Gluck. Sławę produkcji zapewnia nazwisko Tima Burtona, oraz Timura Bekmambetova - znanego polskiej publiczności dzięki 'Wanted' i 'Nocnej Straży' ('Nochnoy Dozor'). 'Dziennej Straży' lepiej nie pamiętać.

Pozostaje tylko czekać. Data polskiej premiery to 2 października.

środa, 13 maja 2009
The Tale of How
Dziś chciałabym podzielić się oryginalną i wystylizowaną animacją o tytule 'Tale o How' (w dosłownym tłumaczeniu: 'opowieść o tym jak /się to stało/'):
 
Tekst utwóru znaleźć można tutaj.
 
Historia opowiada o dziwnych stworzeniach - 'Piranhas' ('piranie' podobne do ptaka Dodo), które żyją na grzbiecie ogromnej ośmiornicy o imieniu Otto. Morski stwór potrzebuje jedzenia, a jego pożywieniem okazują się być właśnie 'Piranhas'. Choć te starają się udobruchać Otto swoim śpiewem, ośmiornica nie słyszy ich przez wodorosty i muszle które zalegają jej w uszach. Zdesperowane Dodo wysyłają mnóstwo listów S.O.S w butelkach na otwarte morze i czekają na pomoc. Na ratunek przybywa im sprytna mysz Eddy, która znajduje sposób na to jak oszukać potwora.
 
'Tale of How' brzmi jak typowa opowieść na dobranoc, ale jej wykonanie nadaje historii innego wymiaru. Niezwykle wypracowany styl sprawia, że widz ogląda animację wile razy, szukając kolejnych szczegółów, ukrytych w przepychu barw i kształtów. Przepych to również znak rozpoznawczy autorów filmu - członków grupy 'The Black Heart Gang'. Należą do niego Ree Treweek, Jannes Hendrikz, i Markus Smit. Cała trójka pochodzi z RPA, mieszkają w Cape Town. 
 
'Tale of How' nie jest jedynym projektem grupy. Na swoim koncie 'Gang' ma rówenież teledysk 'Ringo' oraz parę reklam. Na szczególna uwagę zasługuje baśniowy spot ciastek:
 
 
Klip jest czarujący i świetnie zaprojektowany. Grupą docelową reklamy są dzieci, toteż magiczne postaci i domki w drzewach idealnie pasują do przekazu. Innym ciekawym filmikiem jest 'Sea Orchestra' zrealizowana dla linii lotniczych:
 

'Black Heart Gang' pracuje nad produktami czysto komercyjnymi, ale to 'The tale of how' jest ich głównym projektem. Wraz z 'Ringo' i planowanymi 'Tale of Then' i 'Tale of When', filmy tworzą universum 'Household' (domostwo). Fabuła nadchodzącego 'Tale of Then' ma skupiać się na postaci ośmiornicy Otto.

Wszystkie filmy 'Black Heart Gang' można znaleźć na ich oficjalnej stronie. Prócz tego na koncie użytkownika 'Shy the Sun' na serwisie Vimeo znjadziemy widea 'the making off', które przybliżają szczegóły powstawania niektórych klipów. Są one niezłą gratką dla interesujących się samym procesem animowania i projektowania. 

czwartek, 23 kwietnia 2009
Go, go! Dragon Rangers!

dragon

'-It's Morphing Time!

-Right!'

Film 'Dragon Ball Evolution' miał swoją premiere 17 kwietnia. Tego również dnia na ekrany kin zawitała inna, powalająca produkcja, a minowicie 'Hannah Montana'. Być może był to dzień w którym upadło kino, może był to dzień w którym spełniły się marzenia wielu 7-letnich dziewczynek, ale dla mnie był to dzień w którym, ogladając aktorskiego 'Dragon Balla', przypomniałam sobie popularny serial 'Mighty Morphin Power Rangers':

 

Skąd takie skojarzenia? Otóż 'Dragon Ball Evolution' to nic innego jak kinowa wersja rangersów z troche lepszymi efektami specjalnymi (poziom Mortal Combat). Fabuła jest prosta do bólu i nielogiczna a jej rozwój przyśpieszony i porwany. Raz jestesmy w typowej szkole z Beverly Hills, potem w futyrystycznym miescie, następnie okazuje się ze trzeba przebiec przez pustynie z 50 kilowym plecakiem,  wpadamy do wielkiej dziury, siedzimy tam 5 godzin choc umiemy z niej wyskoczyć, szybko jedziemy do pseudo tybetańskiej świątyni z murzynem z białymi rzęsami jako głównym mędrcem, po drodze zahaczamy o jakies miejsce treningowe (40 sekund), coś sie dzieje a główny zły schodzi z wielkiego statku i trzeba go pokonac. Ot i cały film.

W międzyczasie główny bohater - Goku - co 5 minut słyszy ze musi uwierzyc w siebie, znaleźć własną drogę i słuchać głosu serca. Niestety niepewnemu nastolatkowi słabo przychodzi przyswajanie tresci słuchanych, ledwo rozumie co sie do niego mówi. Reszta jego kompanii również nie należy do najbystrzejszych. Bulma, śliczna pani inżynier ma 'magistra' z broni palnej ale nie potrafi wydedukować, że jeśli bedzie strzelać na oślep przez 3 minuty to szybko skończą sie jej naboje (nispodzianka!). Mistrz Roshi (czyli nasz Żółwi Pustelnik), jest potężny, lecz z niewiadomych przyczyn musi wytrenować Goku żeby pokonał głównego złego (Piccolo). Yamcha to dowcip sam w sobie, w czasach kiedy ludzie budują kilometrowe wieżowce, ten kopie dziury w ziemi i czeka aż ktoś w nie wpadnie.

Złe postacie to Piccolo i Mai, zbierają 'Dragon Balle' (w naszym tłumaczeniu nie ma 'smoczych kul', są 'dragon balle') , nikt nie wie skąd sie wzieli i czego chcą. Wszystkie najważniejsze fakty z fabuły są tylko przedstawione, ale nie wytłumaczone. Goku po prostu MUSI pokonać Piccolo, a ten CHCE zniszczyć świat, koniec kropka. Prawdopodobnie nawet 'Power Rangers' w czasach swojej świetności przezentowało lepszy poziom intrygi niż 'Dragon ball Evolution'.

Filmu nie ratują sceny akcji. Są dziwne i chotyczne, końcowa walka Goku - Piccolo trwa może 50 sekund i ogranicza sie do wrzeszczenia ('Kaaa-Meee...'). Inni w tym czasie biegaja po jaskiniach i wystrzeliwują naboje w ściany. O dziwo, podczas podróży do świątyni, drużyna napotyka na swojej drodze Kitowców (mięso armatnie z 'Mighty Morphin Power Rangers'). Nie mają co prawda tarczy celowniczej na piersi, ale kompania jakoś sobie z nimi radzi.

 (Walki i muzyka w 'Dragon Ball Evolution' są gorsze niż te przedstawione w klipie powyżej)

'Power Rangers' i 'Dragon Ball Evolution' dzielą jeszcze jedną wspólną cechę: poziom gry aktorskiej. Złość oznacza jedynie siągnięcie brwi a zakłopotanie i zdziwienie obracanie głowy we wszystkie strony. Oczywiście, nie wszyscy aktorzy prezntują ten sam poziom. Zdecydowanie gorzej wypada męska część obsady - Goku, Yamcha i Roshi.  

Film nie ma NIC wspólnego z oryginalną mangą i anime 'Dragon Ball', w przypływie dobroci można powiedzieć, że jest on komiksem INSPIROWANY, ale nawet to stwierdzenie będzie dalekie od prawdy. Oryginalna animacja posiadała klimat, ciekawych bohaterów i rozbudowany świat. O filmie trudno powiedzieć żeby miał fabułę.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12