Zgrabnie ujęta animacja, nowe projekty, stare serie, ciekawe techniki.
niedziela, 17 sierpnia 2008
Tuż po...

...powrocie, przeprowadzce i drugim powrocie zasiadam do bloga aby podzielić się śmiesznym znaleziskiem.

Czasem przy 'surfowaniu' w necie znajdzie się klip, który sprawi, że wpiszemy wielkie 'WTF?' (ewntualnie: 'LOL') w komentarzach a następnie prześlemy go wszystkim znajomym na gg lub skypie. U mnie taką reakcje wywołał opening do animowanej serii 'JEM' z lat 80:

 

 'Me and my friends are Jem girls,
Jem, Jem is my name!
Exciting adventure, fashion and fame
Once you're a Jem girl,
You're never the same

Come on, come on and be a Jem girl
Jem, Jem is my name!'

'Jem' to historia młodej dziewczyny o imieniu Jerrica i jej przyjaciółek, które za pomocą wyprzedzajacego lata 80 komputera i jego systemu hologramowego zmieniają się w różowe gwiazdy pop-u i produkują hit za hitem. Brzmi niedorzecznie? Tak też jest. Owy serial to zlepek świata show-biznesu i barbie, nic nie funkcjonuje w nim na normalnych zasadach. Jeśli konkurencyjna grupa (The Misfits) zdemoluje dom znanego producenta nie spotka ją żadna kara, jedynie upomnienie od menadżera ('Szlaban na koncerty przez tydzień!'), a gdy Jerrica chce nagrać piosenkę wystarczy jej na to niecała godzina (jak wiadomo jest bardzo zdolna). Innymi słowy 'Jem' można oglądać tylko dla przysłowiowych 'jaj'. A jaja są niemałe. Mimo to wątpie aby ktokolwiek chciał dla nich przboleć  aż 65 odcinków- ja na pewno nie, dlatego odpuściłam sobie 'Jem' po wspomnianej akcji zburzenia domu.

Animacja w 'Jem', nie różni się zbytnio od innych produkcji telewizyjnych z lat 80. Warto jednak wspomnieć, ze odpowiedzialni są za nią  nie Amerykanie a Japończycy- słynne 'Toei Animation' (twórcy każdego hitu anime- 'Dragon Ball', 'One Piece' i 'Sailor Moon' to tylko początek listy).

Jeśli na dworze szaleje burza (co ostatnio zdarza się często) a ty jesteś sam, w domu wśród czterech ścian  i nuda ci doskwiera, całą serię można z łatwością znaleźć na YouTube... Mimo to, jeśli już coś oglądać to chyba lepiej wziąć się za, wspomniany w poprzednim wpisie, 'Avatar The Last Airbender'. Finał wielce popularnego seralu był wręcz epicki a choreagrafia walk zapierała dech w piersiach (czekamy na dvd...).