Zgrabnie ujęta animacja, nowe projekty, stare serie, ciekawe techniki.
sobota, 31 stycznia 2009
Huntik! Forza Italia!

Włochy, niegdyś stolica malarstwa Europy, powoli staje się głównym eksporterem animacji dla mniej wymagających. A wszystko to za sprawą studia Rainbow S.p.A i jego założyciela Iginio Straffi'ego. Parę miesięcy temu miał swoją premierę film kinowy popularnego 'Winx', a na wiosnę tego roku zapowiadany jest 4 sezon serialu. Na tym jednak nie koniec. Na początku stycznia wystartowała nowa seria włoskiego animatora zatytułowana 'Huntik: Secrets and Seekers' (żeby było ciekawiej, zadebiutowała w Stanach a nie we Włoszech):

 

 

Oglądając ten, jakże epicki, trailer przychodzi mi do głowy fragment pewnej znanej piosenki: 'Ale to już było...'.
 

'Huntik' to sprytne pomieszanie 'Witch', 'Pokemonów' i 'Tomb Raidera'. Grupa młodych 'seeker'ów' (poszukiwaczy? szukaczy?) podróżuje po całej europie odnajdując zagubione skarby i rozwiązując zagadki dotyczące mitów i legend. Przy okazji walczą również z 'Organizacją' (THE Organization) za pomocą magii i tytanów - czyli troche brzydszych, ale bardziej użytecznych, pokemonów zamkniętych w amuletach. Główny bohater to uroczy blondynek - Lok Lambert, który, jak każdy inny kreskówkowy nastolatek, niepewny jest swoich umiejętności, ale potrafi stanąć na wysokości zadania gdy przyjaciele go potrzebują. Jego celem jest odnalezienie ojca, zaginionego w tajemniczych okolicznościach. Reszta kompani to Dante Vale - tajemniczy i najbardziej doświadczony seeker, Sophie Casterwell - trochę wredniejsza Heremiona z 'Harrego Pottera' (plus traumatyczna przeszłość) oraz Zahlia Moon - zdystansowana i nieuprzejma piękność, która całe życie musiała walczyć o przetrwanie. Mając taki zestaw 4 archetypów, nie da się uniknąc przewidywalnej fabuły i schematycznego rozwoju postaci.

 

Żeby było gorzej, serialu nie ratują zagadki i skarby odnajdywane przez bohaterów. Zazwyczaj proces szukania ogranicza się do zwykłego wałęsania się po podziemiach i ewentualnej, bardzo krótkiej analizy wykonywanej przez Lok'a. Na szczęście to nie 20-latkowie są grupą docelową 'Huntik', ale dzieci, dla których główny bohater zapewne już po paru odcinkach będzie wydawał się geniuszem. Prócz tego, nasi milusińscy zachwycą się różnorodnością tytanów jakich używają postacie. Rodzice natomiast zostaną zasypani prośbami o zakup nowej karcianki (wychodzi na wiosnę). Innymi słowy - maszynka do robienia pieniędzy została uruchomiona.
 
 
(opening)
 
Istnieje jednak pewien szkopuł, zardzewiała śruba w maszynce - słaba jakość animacji. Pisząc 'animacji' nie mam na myśli płynności ruchów czy efektów specjalnych widocznych przy wzywaniu tytanów- to nie one są tutaj problemem. Zawodzi dynamika, konstrukcja ujęć, planowanie. Postac widoczna w jedym miejscu komnaty po paru chwilach znajduje się zupełnie gdzie indziej, dużo scen należy sobie dopowiedzieć aby rzeczywiście zrozumieć co stało się w danym momencie na ekranie. Chaos i bałagan potwierdzają jeden ze stereotypów o Włochach. W kluczowych momentach widać próby zmian w ustawieniu kamery, zbliżeń i tym podobnych - mają one podkreślić dramatyzm, ale brakuje im płynności i odpowiedniego rozłożenia w czasie. Po raz pierwszy oglądając kreskówkę wiedziałam jak powinna była wyglądać dana scena i dlaczego akurat nie wyszła. Na szczęście, wraz z kolejnymi odcinkami takich chwil było coraz mniej, co świadczy o progresie w  trakcie produkcji (drugi sezon powinien być pod tym wzglądem dużo lepszy).
 
Oto fragment:
 
 
Choć wytknęłam 'Huntikowi' wszystkie wady, to muszę przyznać, że cieszy mnie jego powstanie. Europejska animacja raczej ogranicza się do filmów wygrywających nagrody na festiwalch (w przypadku Polski są to krótkometrażówki) i seriali, które nie wychodzą poza granice swojego kraju. Jedynie Francja istnieje na rynku (często we współpracy z Kanadą), dlatego sukces Włoch i Iginio Straffi'ego jest dla mnie dużym pocieszeniem, nawet jeśli jego produkcje nie są najwyższych lotów.
 
Oficjalna strona
niedziela, 11 stycznia 2009
Guziki i Koraliki

Fani animacji stop-motion oraz twórczości Neil'a Gaiman'a mogą mieć powody do radości. W lutym na ekrany Amerykańskich kin trafi 'Koralina', której reżyserem jest nikt inny jak słynny Henry Selick ('Miasteczko Halloween'):

 
 
Dawno nie było filmu animowanego, który wzbudziłby u mnie takie emocje jak 'Koralina'. Osobiście uważam, że pomysły Gaimana lepiej działają na odbiorcę jako widowiska wizualne (przykładem może być 'Gwiezdny Pył'), a w tym przypadku widowisko zapowiada się naprawdę spore:
 
 
Bardzo cieszy fakt, że sam Neil Gaiman, widział 'Koralinę' jako film animowany, i to on skontaktował się z Henry Selick'iem. Choć nie czytałam książki, zawsze dobrze jest wiedzieć, że pomysłodawca i wykonawca pomagali sobie nawzajem podczas produkcji:
 
 
Pozostaje tylko czekać, a w międzyczasie pooglądać trailery i inne klipy promocyjne na youtube (niestety większość z nich zdradza istotne szczegóły z fabuły). Zachęcam również do odwiedzenia oficjalnej strony filmu, pełnej filmików, muzyki i różnych dodatków, takich jak gra 'przyszyj sobie guziki do oczu':
 
                                                koraliki