|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Go, go! Dragon Rangers!
'-It's Morphing Time! -Right!' Film 'Dragon Ball Evolution' miał swoją premiere 17 kwietnia. Tego również dnia na ekrany kin zawitała inna, powalająca produkcja, a minowicie 'Hannah Montana'. Być może był to dzień w którym upadło kino, może był to dzień w którym spełniły się marzenia wielu 7-letnich dziewczynek, ale dla mnie był to dzień w którym, ogladając aktorskiego 'Dragon Balla', przypomniałam sobie popularny serial 'Mighty Morphin Power Rangers':
Skąd takie skojarzenia? Otóż 'Dragon Ball Evolution' to nic innego jak kinowa wersja rangersów z troche lepszymi efektami specjalnymi (poziom Mortal Combat). Fabuła jest prosta do bólu i nielogiczna a jej rozwój przyśpieszony i porwany. Raz jestesmy w typowej szkole z Beverly Hills, potem w futyrystycznym miescie, następnie okazuje się ze trzeba przebiec przez pustynie z 50 kilowym plecakiem, wpadamy do wielkiej dziury, siedzimy tam 5 godzin choc umiemy z niej wyskoczyć, szybko jedziemy do pseudo tybetańskiej świątyni z murzynem z białymi rzęsami jako głównym mędrcem, po drodze zahaczamy o jakies miejsce treningowe (40 sekund), coś sie dzieje a główny zły schodzi z wielkiego statku i trzeba go pokonac. Ot i cały film. W międzyczasie główny bohater - Goku - co 5 minut słyszy ze musi uwierzyc w siebie, znaleźć własną drogę i słuchać głosu serca. Niestety niepewnemu nastolatkowi słabo przychodzi przyswajanie tresci słuchanych, ledwo rozumie co sie do niego mówi. Reszta jego kompanii również nie należy do najbystrzejszych. Bulma, śliczna pani inżynier ma 'magistra' z broni palnej ale nie potrafi wydedukować, że jeśli bedzie strzelać na oślep przez 3 minuty to szybko skończą sie jej naboje (nispodzianka!). Mistrz Roshi (czyli nasz Żółwi Pustelnik), jest potężny, lecz z niewiadomych przyczyn musi wytrenować Goku żeby pokonał głównego złego (Piccolo). Yamcha to dowcip sam w sobie, w czasach kiedy ludzie budują kilometrowe wieżowce, ten kopie dziury w ziemi i czeka aż ktoś w nie wpadnie. Złe postacie to Piccolo i Mai, zbierają 'Dragon Balle' (w naszym tłumaczeniu nie ma 'smoczych kul', są 'dragon balle') , nikt nie wie skąd sie wzieli i czego chcą. Wszystkie najważniejsze fakty z fabuły są tylko przedstawione, ale nie wytłumaczone. Goku po prostu MUSI pokonać Piccolo, a ten CHCE zniszczyć świat, koniec kropka. Prawdopodobnie nawet 'Power Rangers' w czasach swojej świetności przezentowało lepszy poziom intrygi niż 'Dragon ball Evolution'. Filmu nie ratują sceny akcji. Są dziwne i chotyczne, końcowa walka Goku - Piccolo trwa może 50 sekund i ogranicza sie do wrzeszczenia ('Kaaa-Meee...'). Inni w tym czasie biegaja po jaskiniach i wystrzeliwują naboje w ściany. O dziwo, podczas podróży do świątyni, drużyna napotyka na swojej drodze Kitowców (mięso armatnie z 'Mighty Morphin Power Rangers'). Nie mają co prawda tarczy celowniczej na piersi, ale kompania jakoś sobie z nimi radzi. (Walki i muzyka w 'Dragon Ball Evolution' są gorsze niż te przedstawione w klipie powyżej) 'Power Rangers' i 'Dragon Ball Evolution' dzielą jeszcze jedną wspólną cechę: poziom gry aktorskiej. Złość oznacza jedynie siągnięcie brwi a zakłopotanie i zdziwienie obracanie głowy we wszystkie strony. Oczywiście, nie wszyscy aktorzy prezntują ten sam poziom. Zdecydowanie gorzej wypada męska część obsady - Goku, Yamcha i Roshi. Film nie ma NIC wspólnego z oryginalną mangą i anime 'Dragon Ball', w przypływie dobroci można powiedzieć, że jest on komiksem INSPIROWANY, ale nawet to stwierdzenie będzie dalekie od prawdy. Oryginalna animacja posiadała klimat, ciekawych bohaterów i rozbudowany świat. O filmie trudno powiedzieć żeby miał fabułę. czwartek, 23 kwietnia 2009, zuziako
|